|
Religia TV
Recenzje
dodaj
Niesamowita książka ks.Leo Maasbu..
Lilla W, 07.12.2010
Niesamowita książka ks.Leo Maasburga. Jestem pod wrażeniem. Dzięki życzliwości pewnych osób znalazła się dzisiaj w naszej szkolnej bibliotece w Drzonkowie. Ponieważ przed laty miałam okazję spotkać Matkę Teresę w Rzymie, koniecznie chciałam udostępnić szerokiej rzeszy czytelnikom przebogatą w treści książkę, która zadziwia nas tym,czego może dotąd nie przeczytaliśmy,nie usłyszeliśmy od naocznych świadków życia i pokornej posługi Błogosławionej Matki Teresy. Jak sam tytuł Autora podaje - są to rzeczywiście "Cudowne historie". Całe Jej życie było cudowne, nie trzeba było być wierzącym,by dostrzegać wszelkie dobro,posługi dla ludzi potrzebujących i uczyć się miłości, dialogu,zrozumienia, dawania siebie innym. Widziałam z bliska dłonie Matki Teresy: dłonie pełnie wyrazu i nie mogłam się nadziwić, jak ta Osoba tyle potrafiła zdziałać głęboko wierząc w każdej chwili w Bożą Opatrzność. Chciałabym osobiście podziękować Autorowi za ten cenny dar,jaki nam czytelnikom pozostawia,ale to niemożliwe. Dziękuję więc za pośrednictwem Wydawnictwa Świętego Wojciecha w Poznaniu, a Wydawnictwu -za umożliwienie nam posiadania głębokiej lektury duchowej i świadectwa życia Bł.Matki Teresy z Kalkuty. Zachęcam wszystkich do czytania i obdarowywania książką innych. Dobry prezent nie tylko na Boże Narodzenie, bo Matka Teresa mówiła,że każdego dnia w Jej sercu jest Boże Narodzenie.
Niesamowita książka ks.Leo Maasburga. Jestem pod wrażeniem. Dzięki życzliwości pewnych osób znalazła się dzisiaj w naszej szkolnej bibliotece w Drzonkowie. Ponieważ przed laty miałam...
więcej
mniej
Jak wyglądały dialogi bł. Matki ..
Mariusz Majewski,Duchowy.pl, 12.05.2011
Jak wyglądały dialogi bł. Matki Teresy i Sługi Bożego? Co mogły oznaczać ciemności duszy, jakich doświadczała urodzona w Albanii zakonnica, która swoim życiem podkreślała, że to Jezus jest odpowiedzią na wszystkie palące problemy świata? O tym wszystkim serwisowi Duchowy.pl opowiada Austriak ks. Leo Maasburg, który często towarzyszył Błogosławionej.
Napisał Ksiądz w ksiądz w swojej książce, że życie bł. Matki Teresy przypomina legendę, ale muszę powiedzieć, że Księdza żywot też jest niczego sobie…
(Śmiech) Ale na spotkanie w katedrze w diecezji Warszawa-Praga proszono mnie, bym mówił o Panu Jezusie.
A nie mógłby Ksiądz mówić o Panu Jezusie przez pryzmat swoich spotkań z błogosławioną misjonarką Indii?
Spróbuję.
To do dzieła. Gdy przedstawia się Księdza pada określenie „ten, który towarzyszył Matce Teresie? A w jakich okolicznościach spotkał Ksiądz i poznał późniejszą błogosławioną?
W czasie studiów w Rzymie byłem współpracownikiem emigracyjnego słowackiego biskupa Pavla Hnilicy, który poznał Matkę Teresę na Kongresie Eucharystycznym w Bombaju w roku 1964 r. i chyba od razu zorientował się z jaką osobowością ma do czynienia. Gdy Matka Teresa przebywała w Rzymie, towarzyszyłem bp. Hnilicy w spotkaniach z Nią, ale trzymałem się wtedy na uboczu.
Dlaczego?
Matkę niemal cały czas otaczały wielkie grupy ludzi, a ja do dużych grup jestem nastawiony sceptycznie. Uważałem , że powinno się Ją zostawić w spokoju. Ale podświadomie zaliczałem ją do ciekawych osobowości Rzymu. A łaskę bliższego spotkania Matki Teresy zawdzięczam temu, że bp Hnilica nie miał daru znajomości angielskiego. No i ktoś musiał być ich tłumaczem.
Szkoły językowe powinny zapłacić za taką reklamę. Np. wpłacając pokaźną sumę na Papieskie Dzieła Misyjne. Później jak już wiemy, że towarzyszył Jej Ksiądz w podróżach po całym świecie. A czy wiedział Ksiądz o ciemnych nocach wiary, jakie przeżywała?
Nie. Absolutnie nie. Nikt o nich nie wiedział.
Nie było nawet cienia domysłu?
Gdy teraz to sobie analizuję to przypominam sobie, gdy wchodziłem do kaplicy, albo pomieszczenia, gdzie Matka Teresa modliła się w samotności, to mogłem chyba dostrzec coś w Jej obliczu. Ale nie dostrzegłem, bo Ona przy ludziach natychmiast się uśmiechała i nic nie można było po Niej poznać.
Spece od duchowości głowią się, co te ciemne noce konkretnie w życiu Matki Teresy mogły oznaczać.
Moim zdaniem, te ciemności duchowe bardzo wyraźnie pokazują, że Matka Teresa nie była żadnym zwykłym pracownikiem socjalnym. Ona po prostu brała udział w odkupieniu człowieka. Skrajna bieda powoduje w człowieku opuszczenie. Gdy człowiek umiera z głodu, nie myśli o niczym innym, tylko o chlebie, żeby się najeść. Być może te noce duszy, dramatyczne pragnienie Jezusa, było uczestniczeniem w tych cierpieniach umierających z głodu.
Opisuje Ksiądz, jak dzięki determinacji „życzliwego dyktatora” w sari przedarł się przez watykańskie zasieki, wprost do koncelebrowania Eucharystii z Janem Pawłem II. Nie jest tajemnicą fakt, że Matkę Teresę i polskiego papieża łączyła jakaś szczególna relacja. Obserwował to Ksiądz z bliska.
Myślę, że klucz we zrozumieniu wyjątkowości tej relacji leży właśnie w duchowych przeżyciach tych dwóch wielkich Postaci Kościoła. Nie rozmawiali dużo za sobą. Pamiętam jak nas – obserwatorów tych spotkań dziwił fakt, że oni tylko spacerują. Nie było tam praktycznie rozmowy. (śmiech)
Ogarnął Księdza duch radości?
Przypomniał mi się dialog. Matka Teresa w Rzymie dostała ataku serca i leżała w szpitalu. Dzwoni telefon. Matka odbiera i słyszy: „Czy to Matka Teresa?” Odpowiada, pytając: „Czy to Ojciec Święty”. Papież mówi: „Matko Tereso, Kocham Cię”. Odpowiedź misjonarki: „Ojcze Święty, Kocham Cię”. I odgłos odkładanej słuchawki.
Osobiście bardzo jestem ciekaw Księdza refleksji z pobytu w Rosji. Ks. Leo Maasburg był pierwszym kapłanem, który oficjalnie przebywał na terenie byłego Związku Sowieckiego.
(Chwila ciszy, ks. Leo wyraźnie spoważniał) Komunistyczny ustrój w Rosji była pierwszym systemem, który wykluczył Boga z życia społecznego. To znaczy, że stanął na prostej drodze do stworzenia przedsionka piekła na ziemi. Żaden system bez Boga się nie ostoi. A Matka Teresa razem ze swoim siostrami zapaliła tam małe światełko w tej straszliwej ciemności. Dzisiaj to światło wyraźnie powróciło w Rosji, ale trzeba powiedzieć, że Matka Teresa była pierwsza.
Przyznaje Ksiądz otwarcie, że spotkanie Matki Teresy było wielką łaską w życiu. Czy może Ksiądz się krótko podzielić z czytelnikami serwisu Duchowy.pl jak to spotkanie Księdza zmieniło?
Jakoś trudno mi to opisywać w słowach. Ale chyba nie ma człowieka, który po spotkaniu tej Kobiety pozostawał niezmieniony. Swoim życiem Matka Teresa dawała odpowiedź na najbardziej palące pytania, jakie pojawiały się w świecie. I co najważniejsze, całym swym życiem pokazywała, że to Jezus jest odpowiedzią na te wszystkie pytania.
Dziękuję bardzo za rozmowę. Rozmawiał Mariusz Majewski.
Jak wyglądały dialogi bł. Matki Teresy i Sługi Bożego? Co mogły oznaczać ciemności duszy, jakich doświadczała urodzona w Albanii zakonnica, która swoim życiem podkreślała, że to...
więcej
mniej
Najbogatsza z biednych
Matka Tere..
Joanna Sopyło, Przewodnik Katolicki, 12.05.2011
Najbogatsza z biednych
Matka Teresa. Cudowne historie to książka dla tych, którzy Matkę Teresę oglądali z daleka i byli zbyt sceptyczni, żeby do niej podejść. Tak jak sam autor – Leo Maasburg.
Rozmawia: Joanna Sopyło
Książka Matka Teresa. Cudowne historie, której Ojciec jest autorem, nie jest ani biografią, ani książką teologiczną. Jak by ją Ojciec określił?
– To są obrazki z życia. Ta książka jest jak Kwiatki św. Franciszka – te obrazki to małe kwiatki wyjaśniające życie Matki Teresy. Moja książka nie pretenduje do tego, żeby być biografią czy teologiczną rozprawą. Na temat Matki Teresy powstało już kilka rzeczywiście dobrych książek teologicznych, w przygotowaniu jest obszerna biografia. Tę kobietę można opisać z wielu stron i moja książka jest jedną z nich. Zapewne podobnych publikacji ukaże się jeszcze wiele.
Z czego wynika łatwość pisania o Matce Teresie?
– To, że była niezwykłą osobą jest niezaprzeczalne. Ludzie znali ją tylko częściowo, ale czuli się jak jej najlepsi przyjaciele. Ona była tak skoncentrowana na drugim człowieku, że po upływie kilku miesięcy mogła zapytać o ich poprzednią rozmowę. Po 7 latach wspólnych podróży wydawało mi się, że znam Matkę Teresę całkiem nieźle, ale gdy rozpocząłem pracę przy jej procesie beatyfikacyjnym, okazało się, że można ją poznawać z tysiąca różnych stron. Najważniejsza jednak jest jej koncentracja na innych ludziach i rola, jaką odgrywała w kontakcie Boga z ludźmi.
Jaki pierwszy obraz ze wspólnych lat Ojciec sobie przypomina?
– Do momentu osobistego spotkania widywałem ją w tłumie. Osobiście mieliśmy okazję poznać się, gdy tłumaczyłem jej rozmowę z jednym z biskupów, który dzięki Bogu, nie mówił po angielsku. Pełniąc wtedy funkcję sługi, mogłem ją obserwować. Początkowo byłem sceptyczny, bo wszyscy się nią zachwycali, śledzili jej ruchy. Wolałem poczekać i samemu przekonać się, co z tego jest prawdziwe. Ona to akceptowała, bo nie chciała, żeby koncentrować się na niej, ale na Jezusie Chrystusie. Mówiła: „Nie mówcie, nie piszcie o mnie, bo wtedy mniej będziecie mówić o Jezusie Chrystusie”.
Inne wspólne chwile, które zapadły w pamięć?
– Wszystkie historie dotyczące wspólnych podróży. Jeżeli z kimś podróżujesz, widzisz go w różnych sytuacjach – nie tylko w tłumie, ale i w koszuli nocnej, jak je, jak wykonuje codzienne czynności. Ja poznałem ją w ten sposób. Głęboko w pamięć zapadły miłość i cierpliwość, jaką obdarzała wszystkich. Pamiętam, że nawet wtedy, gdy wydawała się być bardzo zmęczona, znajdowała czas dla drugiego człowieka. Każdego dnia wstawała o godz. 4.45, podczas gdy my spaliśmy do 6.00. Nie kładła się spać wcześniej niż o 23.00, a nam zdarzało się wytrwać zaledwie do 20.00. To chciałem pokazać w mojej książce.
We wstępie zastanawia się Ojciec, co Matka Teresa chciałaby przeczytać w takiej publikacji. Może trzeba by zapytać, czy w ogóle chciałaby, aby powstała taka książka.
– Wierzę, że gdyby ją zobaczyła, powiedziałaby: pięknie, pięknie, ale teraz zabieramy się do poważnej pracy. Poza tym, to właściwie nie jest książka o niej, tylko o tym, jak za jej pośrednictwem Bóg działa na ziemi i ile dobra czyni. Jestem przekonany, że byłaby zadowolona z takiej wersji. Jeżeli Bóg chciał, by powstała taka publikacja, to na pewno w takiej formie, a Matka Teresa nie śmiałaby Mu się sprzeciwić.
Skąd pewność, że właśnie takiej wersji chciał Bóg?
– Zna pani historię powstania tej książki?
Nie, proszę opowiedzieć.
– Dopóki pracowałem z Matką Teresą, dopóty nie miałem prawa nic publikować, a później pracowałem nad międzynarodową stacją radiową, więc nie miałem czasu na pisanie. Jednak mój brat, który jest wydawcą, namawiał mnie, żebym zebrał wszystkie historie. W 2004 r. wróciłem do Wiednia i wiedziałem, że przez rok będę mniej zajęty. Gdy napisałem 27 rozdziałów, uznałem, że wystarczy. Zapisałem wszystko na komputerze, zrobiłem dodatkowo kopię, zostawiłem w biurze, które jeszcze tego samego wieczoru zostało doszczętnie okradzione...
I...?
– W ciągu trzech miesięcy spisałem to, co pamiętałem. W lipcu 2004 r. byłem ponownie gotowy do oddania książki do redakcji. Aby mieć pewność, że kopia nie zostanie skradziona, poprosiłem o wrzucenie jej do sieci. Zanim jednak informatyk to zrobił, mój komputer wydał dziwny dźwięk i więcej się nie włączył. Gdy zastanawiałem się, czy Bóg w ogóle chce, żeby ta książki powstała, zaczęliśmy publikować pojedyncze historie w gazecie naszej organizacji misyjnej. Stanowiły one znaczną część wydania, więc trzeba było tylko dopisać resztę.
Rozumiem. W ręce czytelników trafia wersja perfekcyjnie dopracowana.
– To zapewne zasługa tłumacza polskiej wersji, ale i zaprzyjaźnionego dziennikarza, który pomógł mi tak przerobić historyjki, by powstała z tego książka. Pogrupował je w rozdziały i nadał im odpowiednią kolejność. Siadał ze mną i mówił: „Jestem starszą osobą, jestem niewierzący, jestem biedny – opowiedz mi teraz tę historię”. Pozwolił treści rządzić, a on ją tylko układał. Ja umieściłem rozdział o aborcji na początku, a on zasugerował przesunięcie go dalej. Jeżeli ktoś trafiłby na ten rozdział na początku, mógłby być zszokowany i porzucić lekturę.
Czytelnicy mogą liczyć na kolejne tak dobrze napisane pozycje?
– Jestem zbyt pochłonięty bieżącą pracą, żeby zabrać się teraz za pisanie książki, a później – zobaczymy. Pojawiła się sugestia od wydawcy, żeby przerobić wydaną właśnie pozycję na wersję dziecięcą. To dobry pomysł, więc się nad nim zastanowię. Niczego większego nie zamierzam jednak pisać.
Ojca misja się zakończyła, ale misja samej książki dopiero się rozpoczęła. Wierzę, że ona jest nie tylko o Matce Teresie, ale o tym, że każdy jest powołany do świętości, choć oczywiście nie każdy w takiej samej formie.
– Ona była nauczycielką małych dzieci. Zajmowała się najbiedniejszymi z biednych. Zawsze powtarzała: „To, co może być zrobione przeze mnie, nie może być zrobione przez was, a to, co może być zrobione przez was, nie może być zrobione przeze mnie. Razem możemy zrobić najwięcej i dać światu coś pięknego”. Matka Teresa nigdy nie chciała, żebyśmy robili to samo, co ona, tylko byśmy byli bliżej Boga, a wtedy najlepiej będziemy wiedzieli, co należy robić. Należy pamiętać, że Bóg nie napełni ducha, który jest już wypełniony, np. miłością do samego siebie. To są bardzo proste, ale ważne zdania.
Czy Ojciec dowiedział się czegoś o sobie, przebywając w towarzystwie Matki Teresy lub pisząc o niej książkę?
– Mam taką nadzieję. Na pewno dzięki jej świętości odkryłem, jak bardzo grzeszna jest moja natura. Odkrywałem też swoją misję, bo ona zawsze powtarzała, że nie chodzi o to, żebyśmy robili to, co ona, ale by każdy z nas podążał swoją drogą do świętości, bo do tego zostaliśmy powołani. Świętość występuje pod różnymi postaciami, ale nigdy pod postacią grzechu i ona wiedziała o tym bardzo dobrze.
Jaka opinia na temat publikacji najbardziej Ojca zaskoczyła?
– Na początku wszystko było dla mnie zaskoczeniem, bo nie spodziewaliśmy się takiego oddźwięku. Najbardziej ucieszyła mnie reakcja pewnej kobiety, dla której treść książki stała się jedną z przyczyn powrotu do Kościoła katolickiego. To mi wystarczy.
Matka Teresa. Cudowne historie to książka dla tych, którzy Matkę Teresę oglądali z daleka i byli zbyt sceptyczni, żeby do niej podejść. Tak jak sam autor – Leo Maasburg.
Rozmawia: Joanna Sopyło
Książka Matka Teresa. Cudowne historie, której Ojciec jest autorem, nie jest ani biografią, ani książką teologiczną. Jak by ją Ojciec określił?
– To są obrazki z życia. Ta książka jest jak Kwiatki św. Franciszka – te obrazki to małe kwiatki wyjaśniające życie Matki Teresy. Moja książka nie pretenduje do tego, żeby być biografią czy teologiczną rozprawą. Na temat Matki Teresy powstało już kilka rzeczywiście dobrych książek teologicznych, w przygotowaniu jest obszerna biografia. Tę kobietę można opisać z wielu stron i moja książka jest jedną z nich. Zapewne podobnych publikacji ukaże się jeszcze wiele.
Z czego wynika łatwość pisania o Matce Teresie?
– To, że była niezwykłą osobą jest niezaprzeczalne. Ludzie znali ją tylko częściowo, ale czuli się jak jej najlepsi przyjaciele. Ona była tak skoncentrowana na drugim człowieku, że po upływie kilku miesięcy mogła zapytać o ich poprzednią rozmowę. Po 7 latach wspólnych podróży wydawało mi się, że znam Matkę Teresę całkiem nieźle, ale gdy rozpocząłem pracę przy jej procesie beatyfikacyjnym, okazało się, że można ją poznawać z tysiąca różnych stron. Najważniejsza jednak jest jej koncentracja na innych ludziach i rola, jaką odgrywała w kontakcie Boga z ludźmi.
Jaki pierwszy obraz ze wspólnych lat Ojciec sobie przypomina?
– Do momentu osobistego spotkania widywałem ją w tłumie. Osobiście mieliśmy okazję poznać się, gdy tłumaczyłem jej rozmowę z jednym z biskupów, który dzięki Bogu, nie mówił po angielsku. Pełniąc wtedy funkcję sługi, mogłem ją obserwować. Początkowo byłem sceptyczny, bo wszyscy się nią zachwycali, śledzili jej ruchy. Wolałem poczekać i samemu przekonać się, co z tego jest prawdziwe. Ona to akceptowała, bo nie chciała, żeby koncentrować się na niej, ale na Jezusie Chrystusie. Mówiła: „Nie mówcie, nie piszcie o mnie, bo wtedy mniej będziecie mówić o Jezusie Chrystusie”.
Inne wspólne chwile, które zapadły w pamięć?
– Wszystkie historie dotyczące wspólnych podróży. Jeżeli z kimś podróżujesz, widzisz go w różnych sytuacjach – nie tylko w tłumie, ale i w koszuli nocnej, jak je, jak wykonuje codzienne czynności. Ja poznałem ją w ten sposób. Głęboko w pamięć zapadły miłość i cierpliwość, jaką obdarzała wszystkich. Pamiętam, że nawet wtedy, gdy wydawała się być bardzo zmęczona, znajdowała czas dla drugiego człowieka. Każdego dnia wstawała o godz. 4.45, podczas gdy my spaliśmy do 6.00. Nie kładła się spać wcześniej niż o 23.00, a nam zdarzało się wytrwać zaledwie do 20.00. To chciałem pokazać w mojej książce.
We wstępie zastanawia się Ojciec, co Matka Teresa chciałaby przeczytać w takiej publikacji. Może trzeba by zapytać, czy w ogóle chciałaby, aby powstała taka książka.
– Wierzę, że gdyby ją zobaczyła, powiedziałaby: pięknie, pięknie, ale teraz zabieramy się do poważnej pracy. Poza tym, to właściwie nie jest książka o niej, tylko o tym, jak za jej pośrednictwem Bóg działa na ziemi i ile dobra czyni. Jestem przekonany, że byłaby zadowolona z takiej wersji. Jeżeli Bóg chciał, by powstała taka publikacja, to na pewno w takiej formie, a Matka Teresa nie śmiałaby Mu się sprzeciwić.
Skąd pewność, że właśnie takiej wersji chciał Bóg?
– Zna pani historię powstania tej książki?
Nie, proszę opowiedzieć.
– Dopóki pracowałem z Matką Teresą, dopóty nie miałem prawa nic publikować, a później pracowałem nad międzynarodową stacją radiową, więc nie miałem czasu na pisanie. Jednak mój brat, który jest wydawcą, namawiał mnie, żebym zebrał wszystkie historie. W 2004 r. wróciłem do Wiednia i wiedziałem, że przez rok będę mniej zajęty. Gdy napisałem 27 rozdziałów, uznałem, że wystarczy. Zapisałem wszystko na komputerze, zrobiłem dodatkowo kopię, zostawiłem w biurze, które jeszcze tego samego wieczoru zostało doszczętnie okradzione...
I...?
– W ciągu trzech miesięcy spisałem to, co pamiętałem. W lipcu 2004 r. byłem ponownie gotowy do oddania książki do redakcji. Aby mieć pewność, że kopia nie zostanie skradziona, poprosiłem o wrzucenie jej do sieci. Zanim jednak informatyk to zrobił, mój komputer wydał dziwny dźwięk i więcej się nie włączył. Gdy zastanawiałem się, czy Bóg w ogóle chce, żeby ta książki powstała, zaczęliśmy publikować pojedyncze historie w gazecie naszej organizacji misyjnej. Stanowiły one znaczną część wydania, więc trzeba było tylko dopisać resztę.
Rozumiem. W ręce czytelników trafia wersja perfekcyjnie dopracowana.
– To zapewne zasługa tłumacza polskiej wersji, ale i zaprzyjaźnionego dziennikarza, który pomógł mi tak przerobić historyjki, by powstała z tego książka. Pogrupował je w rozdziały i nadał im odpowiednią kolejność. Siadał ze mną i mówił: „Jestem starszą osobą, jestem niewierzący, jestem biedny – opowiedz mi teraz tę historię”. Pozwolił treści rządzić, a on ją tylko układał. Ja umieściłem rozdział o aborcji na początku, a on zasugerował przesunięcie go dalej. Jeżeli ktoś trafiłby na ten rozdział na początku, mógłby być zszokowany i porzucić lekturę.
Czytelnicy mogą liczyć na kolejne tak dobrze napisane pozycje?
– Jestem zbyt pochłonięty bieżącą pracą, żeby zabrać się teraz za pisanie książki, a później – zobaczymy. Pojawiła się sugestia od wydawcy, żeby przerobić wydaną właśnie pozycję na wersję dziecięcą. To dobry pomysł, więc się nad nim zastanowię. Niczego większego nie zamierzam jednak pisać.
Ojca misja się zakończyła, ale misja samej książki dopiero się rozpoczęła. Wierzę, że ona jest nie tylko o Matce Teresie, ale o tym, że każdy jest powołany do świętości, choć oczywiście nie każdy w takiej samej formie.
– Ona była nauczycielką małych dzieci. Zajmowała się najbiedniejszymi z biednych. Zawsze powtarzała: „To, co może być zrobione przeze mnie, nie może być zrobione przez was, a to, co może być zrobione przez was, nie może być zrobione przeze mnie. Razem możemy zrobić najwięcej i dać światu coś pięknego”. Matka Teresa nigdy nie chciała, żebyśmy robili to samo, co ona, tylko byśmy byli bliżej Boga, a wtedy najlepiej będziemy wiedzieli, co należy robić. Należy pamiętać, że Bóg nie napełni ducha, który jest już wypełniony, np. miłością do samego siebie. To są bardzo proste, ale ważne zdania.
Czy Ojciec dowiedział się czegoś o sobie, przebywając w towarzystwie Matki Teresy lub pisząc o niej książkę?
– Mam taką nadzieję. Na pewno dzięki jej świętości odkryłem, jak bardzo grzeszna jest moja natura. Odkrywałem też swoją misję, bo ona zawsze powtarzała, że nie chodzi o to, żebyśmy robili to, co ona, ale by każdy z nas podążał swoją drogą do świętości, bo do tego zostaliśmy powołani. Świętość występuje pod różnymi postaciami, ale nigdy pod postacią grzechu i ona wiedziała o tym bardzo dobrze.
Jaka opinia na temat publikacji najbardziej Ojca zaskoczyła?
– Na początku wszystko było dla mnie zaskoczeniem, bo nie spodziewaliśmy się takiego oddźwięku. Najbardziej ucieszyła mnie reakcja pewnej kobiety, dla której treść książki stała się jedną z przyczyn powrotu do Kościoła katolickiego. To mi wystarczy.
Najbogatsza z biednych
Matka Teresa. Cudowne historie to książka dla tych, którzy Matkę Teresę oglądali z daleka i byli zbyt sceptyczni, żeby do niej podejść. Tak jak sam autor – Leo...
więcej
mniej
Życzliwy dyktator
Sekretarz gener..
Ewa Kiedio, Tygodnik Powszechny, 31.05.2011
Życzliwy dyktator
Sekretarz generalny ONZ nazwał ją najpotężniejszą kobietą świata. Sama mówiła, że jest specjalistką od czyszczenia ustępów. Oprócz siły charakteru obdarzona była niepospolitym poczuciem humoru – przekonuje ks. Leo Maasburg, autor książki „Matka Teresa. Cudowne historie”.
Szybko, ojcze, idzie ojciec z nami – ton głosu Matki Teresy nie zostawiał ani chwili na decyzję. Zielony opel, którym ks. Leo przywiózł siostry do Watykanu, stopniowo znikał z pola widzenia, gdy zdezorientowany duchowny podążał śladem tej drobnej kobiety na poranną Mszę papieską. – Ojciec idzie z nami – usłyszeli także kolejni gwardziści, wskazujący, że świeżo wyświęcony ksiądz nie znajduje się na liście zaproszonych. Gdy dotarli do apartamentów papieskich, ks. Dziwisz nie miał wiele czasu, by zastanawiać się obecnością nieznanego księdza. Na powitanie Matka Teresa zapowiedziała: – Ekscelencjo, on będzie koncelebrował Mszę z Ojcem Świętym.
Klasztory w burdelach
Wspominając to wydarzenie – jedno z pierwszych spotkań z Matką Teresą – ks. Leo mówi o niej „życzliwy dyktator”. Niezwykłe zdecydowanie przejawiała także w sprawach znacznie ważniejszych. Rozmowa z Danielem Ortegą, sprawującym krwawe rządy w Nikaragui, zaowocowała zezwoleniem na budowę domu Misjonarek Miłości w tym państwie, a spotkanie z Fidelem Castro pozwoliło siostrom rozpocząć pracę na Kubie. W powodzenie tych planów nikt wcześniej nie chciał wierzyć. – Badając daną sprawę, Matka Teresa konsultowała się z licznymi osobami – opowiada „Tygodnikowi” ks. Leo. – Ale kiedy już miała podejmować decyzję, wiedziała, że musi to zrobić sama. Modliła się, a kiedy uważała, że już wie, czego chce od niej Jezus, działała jak czołg.
Taktyka okazywała się wyjątkowo skuteczna – zgromadzenie Misjonarek Miłości zakładało kolejne domy w najróżniejszych częściach świata. Niektóre powstawały w byłych domach publicznych. Wstyd, zmieszanie i ciekawość, jak zareaguje Matka Teresa – tak można opisać uczucia, które towarzyszyły księdzu Leo podczas wizyt w tych miejscach i sprawdzania, czy nadają się dla potrzeb sióstr. Na twarzy idącej obok Matki Teresy nie było widać zakłopotania. Przechodząc przez pomieszczenia zachowujące jeszcze charakterystyczny dla domów publicznych wystrój i zapach, wskazywała, gdzie znajdą się tabernakulum, krzyż, kuchnia.
Palcem w rynsztoku
Czysta biała koszula, w której ks. Leo wychodził rano na ulice Kalkuty, była po chwili pokryta czarnymi smugami. Kurz, spaliny i dym unoszący się ze śmieci, które zaczynały płonąć od wysokiej temperatury powietrza, sprawiały, że Misjonarki Miłości codziennie musiały prać swoje sari – trzysta sióstr korzystających z jednego ujęcia wody w myśl słów Matki Teresy: „Nie możemy pomóc ubogim, jeśli sami nie wiemy, czym jest ubóstwo”. W tym czasie ludzie żyjący na ulicach również zaczynali poranną toaletę: prali przepaskę biodrową w rynsztoku, a później przy użyciu ścieków z tego właśnie źródła czyścili palcem zęby. Do rynsztoka byli w końcu dla ochłody wrzucani, gdy zaczynał się stan agonalny – w ich ciała wgryzały się mieszkające tam ameby.
– Kiedy siostry znajdowały tych ludzi i zabierały do domu dla umierających, pierwszą czynnością było odkażanie ich ciał, co mogło trwać godzinę lub dwie – opowiada ks. Leo. – Pomagały w ten sposób człowiekowi odzyskać godność. W tym również celu przy wejściu zapisywały imię i nazwisko tej osoby. Zaczynało się od tego, że człowiek odzyskiwał swoje imię.
Warunki sanitarne panujące w domach Misjonarek Miłości bywały krytykowane. Zdeklarowany ateista Christopher Hitchens w książce „Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i praktyce” powołuje się na zdanie dr. Robina Foxa, redaktora naczelnego prestiżowego pisma medycznego „The Lancet”. Fox z zaskoczeniem odnotował, że siostry nie stosują wobec pacjentów podstawowych zasad diagnostycznych ani silnych środków przeciwbólowych.
– Chciałbym wiedzieć, które zasługi Hitchensa są porównywalne z zasługami Matki Teresy – wzdycha ks. Leo z pewnym znużeniem. – W komisji ds. beatyfikacji Matki Teresy musieliśmy się dużo zajmować jego pytaniami. Kiedy o możliwości poprawy w zakresie środków higieny pyta lekarz, wtedy jest to pytanie uprawnione i stanowi owoc jego miłości do chorych. A z jakich pobudek wypływa pytanie Hitchensa? O ile wiem, nigdy nie był w Kalkucie, nigdy nie pracował w tych domach. Warunki higieniczne były takie, jakie udawało się stworzyć. Możliwe, że siostry popełniały w tej dziedzinie błędy. Wiele błędów zdarzało się także Matce Teresie. Ten, kto coś robi, zawsze popełnia błędy.
Wielkie zamieszanie
Poruszanie się między krajami opanowanymi przez reżimy totalitarne, rozmowy z dyktatorami, a czasem stawanie oko w oko z lufami wycelowanych w nią karabinów – to wszystko wymagało od Matki Teresy odwagi, którą czasami można wręcz uznać za brawurę. – W Moskwie przeniosła siostry z jednego domu do drugiego, bez pytania o pozwolenie władz, a było ono konieczne – wspomina ks. Leo. – Działała zapewne wbrew prawu, ale najwyraźniej rozumiała, jaką wartość ono miało. Jasno widziała też, jakie jest prawo Boże.
Skrót „MC” nie oznacza wcale „Missionary of Charity”, ale „much confusion”, wielkie zamieszanie – narzekał ks. Leo po tym, jak na prośbę Matki Teresy kupował, a następnie dwukrotnie wymieniał bilety na samolot, spędzając przez to cały dzień w niekończących się kolejkach na lotnisku. W odpowiedzi Matka Teresa rzuciła jeszcze kilka innych pomysłów na rozwinięcie tego skrótu, m.in. „mental case” i „multiple change” – chory umysłowo i ciągła zmiana. Dziś ks. Leo opowiada o tym z uśmiechem. Czy nie czuł się jednak w takich sytuacjach traktowany przedmiotowo? Na to pytanie reaguje bez zastanowienia: – Nigdy nie miałem wątpliwości, że Matka Teresa odnosi się do nas z najwyższym szacunkiem i miłością.
Pustka w duszy
Fluorescencyjna figurka Matki Bożej przez wiele lat towarzyszyła księdzu Leo, przyklejona na przedniej szybie jego samochodu. Znajomym, zdziwionym tym objawem specyficznego gustu, mógł jedynie tłumaczyć, że jest to prezent od Matki Teresy – zresztą jeden z wielu, bo każdą spotkaną osobę starała się obdarować drobnym prezentem. Do najczęstszych należały cudowne medaliki, rozdane w liczbie ponad czterdziestu tysięcy. Pojawiały się w jej rękach szczególnie w kryzysowych sytuacjach – posłużyły m.in. do obłaskawienia dyktatora Daniela Ortegi i żołnierzy celujących do sióstr z karabinów. Kładła je też, a właściwie wręcz „rozsiewała”, w miejscach, w których napotykała na poważne trudności. Mogły przez to wywoływać skojarzenia z rodzajem talizmanów i rodzić pytania o sposób pojmowania przez nią religijności.
– Ależ one naprawdę są cudowne! – zapewnia z przejęciem ks. Leo, odrzucając tego typu wątpliwości. – Na zlecenie Matki Teresy rozsiałem cudowne medaliki na Kremlu w roku 1983, w okresie, gdy ZSRR był jeszcze mocarstwem, prosząc Boga, aby powołał Misjonarki Miłości do pracy w tym miejscu. Już po sześciu latach siostry się tam znalazły. Cóż, w świecie niewiary cała wiara wydaje się dziwna.
Duchowość Matki Teresy miała jednak także zupełnie inny wymiar, którego ks. Leo przez 7 lat wspólnej pracy nawet nie podejrzewał. „Gdzie jest moja wiara? – nawet tam głęboko, w samym wnętrzu, nie ma nic prócz pustki i ciemności. – Mój Boże – jak bolesny jest ten nieznany ból. Boli bez przerwy. – Nie mam wiary. – Nie ośmielam się wypowiadać słów i myśli, które kłębią mi się w sercu – i sprawiają, że cierpię niewypowiedziane katusze. (...) Miłość – to słowo nic sobą nie przedstawia. – Mówią mi, że Bóg mnie kocha – jednak rzeczywistość ciemności i chłodu, i pustki jest tak wielka, że nic nie porusza mojej duszy”. W ten sposób opisywała swój stan w 1959 r. w liście do swojego spowiednika, o. Picachy’ego. Podobne słowa wracały w zapiskach z innych okresów jej życia, które po śmierci Matki Teresy wydano w książce „Pójdź, bądź moim światłem”.
– Takie stany są w teologii mistyki dobrze znane – mówi ks. Leo. – Jednak o klasycznych mistykach tylko czytamy w książkach, może czasem mamy jakiś ich obraz. W przypadku Matki Teresy przez 40 lat nie było dnia, żeby nie była filmowana, nie był z nią przeprowadzany wywiad, nie była w telewizji. Nie dziwi nas to, że mnich, który żyje w odosobnieniu od świata, prowadzi takie życie mistyczne. Ale nie jesteśmy w stanie zrozumieć, że doświadcza tego kobieta, która znajduje się w centrum zainteresowania opinii publicznej. Wydaje mi się, że jest to apel pod adresem naszej wiary. Jeżeli Bóg chce ukryć swoje działanie w czyjejś duszy, to może to zrobić. Być może jest to wskazówka, że również w naszym ponowoczesnym społeczeństwie takie stany przeżywa wiele osób.
Życzliwy dyktator
Sekretarz generalny ONZ nazwał ją najpotężniejszą kobietą świata. Sama mówiła, że jest specjalistką od czyszczenia ustępów. Oprócz siły charakteru obdarzona była...
więcej
mniej
– Myślę, że Pan Bóg jeszcze p..
Jarosław Dudała, Gość Niedzielny, 31.05.2011
– Myślę, że Pan Bóg jeszcze poczeka z kanonizacją Matki Teresy – mówi ks. Leo Maasburg w rozmowie z Jarosławem Dudałą.
Jarosław Dudała: Nie wydaje się Księdzu, że Matka Teresa była jakby z innej planety?
ks. Leo Maasburg: – Tak, była z innej planety, ale jej korzenie były na tym świecie. Ona nie urodziła się jako święta. Ona się rozwijała. Nawet w ciągu tych 7 lat, które przy niej spędziłem. Kiedy ją poznałem, miała już 73 lata. Była energiczna, dobra, ale dość surowa. Później stała się bardziej delikatna. To, co w niej było z innej planety, to była energia miłości.
Czyli chrześcijaństwo w czystej postaci. Mogłoby się zdawać, że to nic nowego, nic specjalnego. A jednak patrząc na jej życie, widać, że było ono dosłownie wywrócone do góry nogami. A może to my stoimy na głowie?
– A ona pomaga nam stanąć z powrotem na nogi…
Pomogła Księdzu stanąć na nogi?
– O, tak. Kiedyś byłem z pewnym biskupem w Kalkucie, w jej domu dla umierających. Jest tam księga z nazwiskami 40 tys. ludzi, którzy tam zmarli. Powiedziała: „Żaden z nich nie umarł bez biletu do nieba”. „Jakiego biletu?”. „Ochrzciłam ich”. Biskup na to: „Proszę Matki, ale oni prawie wszyscy byli hinduistami albo muzułmanami! Nie rozumieli, co to Trójca Święta!”. „A Ksiądz Biskup rozumie?” – spytała. I dodała, że gdy ci ludzie umierali, pytała ich, czy chcą iść po śmierci do tego Boga, który posłał do nich siostry w białych sari. „Żaden nie odpowiedział: nie” – stwierdziła. Najpierw myślałem, że to była tylko śmieszna i inteligentna riposta. Ale potem zastanowiłem się, co to znaczyło w sensie teologicznym. Ci ludzie nie poznali katechizmu, ale poznali, czym jest miłość. Jeden z nich powiedział: „Żyłem jak zwierzę, a teraz umieram otoczony troską i miłością jak anioł”. On zrozumiał, czym jest miłość i wybrał Boga miłości. A o to przecież chodzi. Można studiować katechizm przez 10 lat i tego nie zrozumieć.
Księża mówią w kazaniach o świętych, że mamy ich naśladować. Ale jak tu naśladować Matkę Teresę? Nikt z nas nie wyrzeknie się wszystkiego tak jak ona. Poza tym, jak Ksiądz przyznał, ona nie była wcale taką wzorcowo słodką świętą…– Nie mówiła ludziom, że mają robić to, co ona. Mówiła: „Nie potrafisz zrobić tego, co ja. A ja nie potrafię zrobić tego, co ty. Ale razem możemy zrobić coś pięknego dla Boga”. Jeśli ktoś mówił, że ma powołanie do jej zgromadzenia, odpowiadała: „Najpierw chodź i zobacz. Po 9 latach w zakonie może się okaże, że masz powołanie”.
Sama jednak była pełna radykalizmu. Czy coś z niego zostało w Księdzu?
– Dobre pytanie… I trudne, bo nie wiem, jakie byłoby moje życie, gdybym jej nie spotkał. Z pewnością pomogła mi pokonać presję, jaka jest wywierana na Kościół, by przystosował się do świata. Tymczasem Kościół jest na tym świecie, ale nie jest z tego świata. Owszem, możemy używać tych wszystkich nowoczesnych technologii, ale jednocześnie musimy być radykalni, gdy chodzi o modlitwę, adorację.
Ale siostry Matki Teresy nie używają nowych technologii, np. internetu…
– ...i telewizji…
…a zarazem wszystkie bez wyjątku porozumiewają się po angielsku i są przenoszone przez zakon z jednego końca świata na drugi. Są więc nie mniej „globalistyczne” niż internet!
– Były Sekretarz Generalny ONZ Javier Pérez de Cuellar powiedział: „Matka Teresa żyje w ONZ-ecie; ona jest ONZ-etem!”. Jedność sióstr Matki Teresy jest zadziwiająca. W ich domach są co najmniej cztery siostry, w tym zwykle dwie z Indii. A nawet dwie Hinduski mogą pochodzić z zupełnie różnych światów, jeśli jedna pochodzi np. z Bangladeszu, a druga z prowincji Kerala. Mikst kulturowy w tych domach jest niesamowity. Jaka tam musi być tolerancja, jeśli latami je się to, czego się nie lubi! Różnice kulturowe widać choćby po tym, że Hindusi nie mają dwóch słów, żeby rozróżnić: „jestem sam” od: „jestem samotny, osamotniony”. Jest tylko jedno słowo. Gdyby pan w Kalkucie bawił się z dziećmi na podwórku i powiedział, że musi iść na pocztę, spytałyby: „Idziesz sam?”. A gdyby pan powiedział, że tak, to zaraz czterdziestka dzieciaków poszłaby tam z panem, żeby pan nie był sam. Dlatego siostry modlą się razem, wychodzą razem, pracują razem, odpoczywają razem, śpią w dużych sypialniach. Nie ma miejsca na indywidualność, do której my, Europejczycy, jesteśmy tak przywiązani. Dlatego siostry pochodzące z Europy podziwiam podwójnie, potrójnie.
Przeczytałem w Księdza książce, że Matka Teresa uwielbiała fosforyzujące figurki Matki Bożej, a siostry śpiewają pieśń na melodię „La Paloma”. Szczyt kiczu. Jak to zrozumieć?
– No tak, my pamiętamy Dostojewskiego, który mówił, że piękno zbawi świat… Matka Teresa akceptowała fakt, że jedna kaplica jest urządzona tak, a druga inaczej. Ale jej samej podobało się to, co podobało się ubogim. U niej wszystko było zorientowane na Jezusa i ubogich.
Od współpracownika Matki Teresy, ks. Gjergi Gashi, słyszałem, że miała doświadczenia mistyczne. Według niego, mistyczny charakter miało jej powołanie do życia zakonnego, gdy była młodą dziewczyną. W późniejszych latach co tydzień, w nocy z czwartku na piątek, czuła silny ból głowy, jakby miała na niej koronę cierniową. Jednocześnie czuć było wokół niej zapach jaśminu. Ten sam zapach dał się odczuć w miejscach związanych z Matką Teresą w okolicach jej beatyfikacji. Co Ksiądz na to?
– Nigdy o tym nie słyszałem, ale nie mogę tego wykluczyć. Jeśli to prawda, to prędzej czy później wyjdzie na jaw. Ale ona sama nigdy o tym nie mówiła. Nie zetknąłem się z tym także podczas procesu beatyfikacyjnego.
A kiedy będzie jej kanonizacja?
– Oficjalnie zależy to od uznania cudu. To może być jutro albo za 500 lat. (śmiech) Myślę, że gdybyśmy mieli kanonizację teraz, to byłoby to tylko powtórzenie beatyfikacji – mnóstwo ludzi przyjechałoby na Plac Świętego Piotra. Mówiono by o tym, jaka to ta nowa święta była zaangażowana społecznie. To nie byłoby nic specjalnego. Myślę, że Pan Bóg poczeka z jej kanonizacją do czasu, aż tajemnica jej duchowości stanie się bardziej znana. Bo jej duchowość była bardziej nadzwyczajna niż jej zaangażowanie społeczne.
Cudowna – To miała być książka o poczuciu humoru Matki Teresy – mówi ks. Leo Maasburg o swej wydanej właśnie w Polsce książce pt. „Matka Teresa. Cudowne historie”. Co z niej wyszło? Ponad 200-stronicowy, świetnie napisany reportaż. To właściwie niekończący się ciąg soczystych anegdot. Mimo to, autorowi udało się uniknąć sprowadzenia tematu na duchowe płycizny. Przeciwnie, ten tekst mówi o duchowości Matki Teresy więcej niż niejeden mądry traktat. To cudowna książka, prawie tak cudowna jak postać, o której opowiada.
– Myślę, że Pan Bóg jeszcze poczeka z kanonizacją Matki Teresy – mówi ks. Leo Maasburg w rozmowie z Jarosławem Dudałą.
Jarosław Dudała: Nie wydaje się Księdzu, że Matka Teresa...
więcej
mniej
Książka o bł. Matce Teresie świ..
KAI, 31.05.2011
Książka o bł. Matce Teresie światowym bestsellerem?
Książka ks. Leo Maasburga pt. „Matka Teresa. Cudowna historia” cieszy się dużym zainteresowaniem. Ukazała się już w drugim nakładzie i niedługo będzie dostępna w kolejnych 8 językach, m.in. po polsku.
Z okazji 100. rocznicy urodzin założycielki Zgromadzenia Misjonarek Miłości, przypadających 26 sierpnia, książka ukaże się w ośmiu kolejnych językach: po polsku, angielsku, francusku, włosku, łotewsku, norwesku, koreańsku, macedońsku oraz w ojczystym języku błogosławionej – albańskim.
Ks. Leo Maasburg, dyrektor austriackich Papieskich Dzieł Misyjnych „Missio”, opisał w swojej książce liczne spotkania z Matką Teresą. Przez kilka lat blisko z nią współpracował i towarzyszył w licznych podróżach. „Father Leo”, jak go nazywała Matka Teresa, towarzyszył jej m.in. w 1988 r., gdy otwierała swoje pierwsze domy w Moskwie oraz w Armenii, był doradcą, tłumaczem i specjalnym wysłannikiem w trudnych misjach.
Austriacki kapłan wyznał, że poprzez opis codziennej pracy u boku Matki Teresy pragnął udostępnić możliwie najszerszym kręgom tę niezwykłą osobowość „anioła ubogich”. „Chciałem pokazać, jaka była naprawdę” - stwierdził ks. Maasburg w rozmowie z austriacką agencją katolicką „Kathpress”. Jego zdaniem, centralną dewizą Matki Teresy były słowa: „Bóg kocha nas wszystkich i stworzył nas po to, żebyśmy kochali i byli kochani”. „W każdym słowie i w każdym czynie, w każdym osobistym kontakcie widać było, że ona autentycznie żyła tym przesłaniem” - powiedział dyrektor „Missio”.
Z wielkim wzruszeniem ks. Maasburg wspomina na przykład towarzyszenie Matce Teresie w wizytach w domu umierających w Kalkucie. „Matka Teresa zawsze miała dla każdego krótkie, dobre słowo, każdego pogłaskała, do każdego zwracała się z wielką miłością; każdemu z tych umierających przywracała jego godność ” - powiedział ks. Maasburg. Dodał, że motywem i siłą napędową jej działalności było „przywrócenie ludziom ich godności i dziecięctwa Bożego”. Tą „siłą czułości” Matka Teresa poruszała serca, bo była przekonana, że “potęga czułości odmienia świat”.
O międzynarodowym zainteresowaniu postacią błogosławionej Matki Teresy świadczy chociażby fakt, że z prośbą o tłumaczenie książki zwróciło się kilka wydawnictw z Korei Południowej. Ekumenicznym „znakiem” jest natomiast fakt, że w Norwegii książkę wyda luterańskie wydawnictwo „Luther Forlag”.
W USA „Matka Teresa. Cudowna historia” ukaże się w renomowanym wydawnictwie „Ignatius Press”. Jego założycielem jest brat Joseph D. Fessi SJ, jeden z najbardziej znanych uczniów „kręgu Ratzingera”. Promotorem jego pracy doktorskiej z dziedziny teologii był profesor Joseph Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI.
Prezentacje albańskiego i macedońskiego wydania książki o Matce Teresie odbędą się w ramach uroczystości 17 października w rodzinnym domu Matki Teresy w Skopje, w obecności legata papieskiego kard. Vinko Puljicia , katolickiego biskupa Skopje Kiro Stojanova oraz członków rządu Macedonii.
„W Skopje rozpoczęła się duchowa podróż Matki Teresy” – wspomina ks. Maasburg. Podkreśla, że jej działanie na rzecz ludzi potrzebujących pomocy kontynuuje obecnie ok. sześciu tysięcy sióstr, braci i księży z jej rodziny zakonnej. Otwarty w ub. roku Dom Matki Teresy w Skopje – zdaniem ks. Maasburga – będzie wspierał idee Matki Teresy, aby „zachować w świadomości społecznej poczucie odpowiedzialności za najbiedniejszych z biednych”.
Dom Matki Teresy przy ruchliwym bulwarze Makedonija w Skopje budzi zainteresowanie również ze względu na swoją architekturę. Łączy w sobie elementy typowego XIX-wiecznego domu osmańskiego z wewnętrzną kaplicą oraz ornamentykę indyjską. Symbolizuje w ten sposób czas dzieciństwa Matki Teresy i czas jej działalności jako założycielki zakonu.
Książka o bł. Matce Teresie światowym bestsellerem?
Książka ks. Leo Maasburga pt. „Matka Teresa. Cudowna historia” cieszy się dużym zainteresowaniem. Ukazała się już w drugim...
więcej
mniej
Miała to być książka o humorze ..
DEON.PL, 31.05.2011
Miała to być książka o humorze – mówił ks. Leo Maasburg, autor bestselleru „Matka Teresa. Cudowne historie” podczas promocji, która odbyła się 25 października w Warszawie. Austriacki kapłan, który współpracował z Matką Ubogich przez siedem lat opowiadał, jak utwór, który miał opisywać wspaniałe poczucie humoru zakonnicy, sam się „wymknął” piszącemu i ostatecznie stał się książką o miłości i czułości Boga odkrywanej przez tę niezwykłą osobę.
Ks. Maasburg przypomniał, że Matka Teresa nie chciała zmieniać świata, a być jedynie małą kroplą czystej wody, odzwierciedlającą miłość Boga. Przekazywanie Jego światła było celem jej życia. Nędzarzami w Kalkucie opiekowała się jeszcze przed założeniem swojego zgromadzenia, ale dopiero gdy w drodze do Darjeeling miała wizję Chrystusa na krzyżu, mówiącego: „Pragnę”, zrozumiała, że Bóg tęskni za miłością człowieka. Całe jej życie dla ubogich było odpowiedzią na to pragnienie – wyjaśnił ks. Maasburg. Jan Paweł II nazwał ją jedną z najwybitniejszych osobowości w historii świata, gdyż była przejrzysta, przeniknięta miłością Boga. Była wypełniona czułością i mówiła o sile czułości.
Pragnąłem wyrazić miłość Matki Teresy, nie jest to biografia, czy rozprawa teologiczna – wyjaśnił autor. Podkreślił, że nigdy nie ograniczała się do troski o ciało, ona chciała żeby zabrany z ulicy biedak odzyskał godność, dlatego też w księdze przyjęć do przytułków, prowadzonych przez misjonarki miłości zapisywano imiona tych osób. – Głównym jej celem było przywrócenie im godności ludzkiej i ciągle się za nich modliła. Gdy ludzie, którymi się opiekowała odrzucali jej miłość, jednoczyła się z Jezusem, który też doznał odrzucenia. Choć przez pół wieku przeżywała stan, określany jako noc ducha, nikt z jej otoczenia się nie domyślał, jak bardzo cierpi.
Obecny na prezentacji Grzegorz Polak przytoczył kilka anegdot z książki, wydarzenia z wizyty w Aremenii po trzęsieniu ziemi i jej podejście do ludzi radzieckich. Jego zdaniem ks. Maasburg daje klucz do osobowości Matki Teresy – jest nim całkowite oddanie Bogu w Jezusie i Eucharystii. Zdaniem red. Polaka można prześledzić też zmiany, jakie zachodziły w autorze książki pod wpływem mistyczki z Kalkuty. – Święty jest ten, który wytrzymuje ze świętym – stwierdził dziennikarz. Podkreślił, że książka ma także wartość terapeutyczną.
Książka dyrektora austriackich Papieskich Dzieł Misyjnych „Missio”, ks. Leo Maasburga o Matce Teresie (1919-1997) ukazała się w 100. rocznicę urodzin założycielki Zgromadzenia Misjonarek Miłości, przypadających 26 sierpnia. Publikacja, która w Niemczech i Austrii doczekała się już drugiego wydania ukazała się w ośmiu kolejnych językach: po polsku, angielsku, francusku, włosku, łotewsku, norwesku, koreańsku, macedońsku oraz w ojczystym języku błogosławionej – albańskim.
Ks. Maasburg opisał w swojej książce liczne spotkania z Matką Teresą. Przez kilka lat blisko z nią współpracował i towarzyszył w licznych podróżach. „Father Leo”, jak go nazywała Matka Teresa, towarzyszył jej m.in. w 1988 r., gdy otwierała swoje pierwsze domy w Moskwie oraz w Armenii, był doradcą, tłumaczem i specjalnym wysłannikiem w trudnych misjach.
Miała to być książka o humorze – mówił ks. Leo Maasburg, autor bestselleru „Matka Teresa. Cudowne historie” podczas promocji, która odbyła się 25 października w Warszawie....
więcej
mniej
Głębia osobowości Matki Teresy
..
Wiara.pl, 31.05.2011
Głębia osobowości Matki Teresy
Bł. Matka Teresa będzie kiedyś ogłoszona Doktorem Kościoła – uważa ks. Leo Maasburg, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Austrii. „Nie dotarliśmy jeszcze do głębi jej osobowości” - powiedział w rozmowie z agencją Zenit. 62-letni ks. Maasburg kilka lat blisko współpracował z założycielką Zgromadzenia Misjonarek Miłości. „Father Leo”, jak go nazywała Matka Teresa, towarzyszył jej m.in. w 1988 r., gdy otwierała swoje pierwsze domy w Moskwie oraz w Armenii.
"Jej obecność wzbudzała zaufanie oraz otwartość. Nigdy nie miałem potrzeby, by mieć przed nią tajemnice” – podkreśla duchowny zwracając uwagę, że „wierność powołaniu była u Matki Teresy oparta na codziennym rytmie dnia, z którym inni często sobie ciężko radzili”. „Była surowa tylko względem siebie, od innych tego nie wymagała – podkreślił ks. Maasburg.
Pytany, jak postawa Matki Teresy wpływała na relacje międzyludzkie odpowiada: „Zawsze wiedziała, jak rozwiązywać problemy i rozładowywać napięcia między ludźmi. Musiała nieustannie poruszać się pomiędzy kulturami, a to oznaczało z natury napięcia, które ona potrafiła po mistrzowsku przezwyciężać”.
Duchowny zwraca uwagę, że dla „Matki Teresy każde cierpienie było darem Boga” i jest przekonany, że mimo surowej postawy może ona być wzorem dla współczesnych. „Do jednych przemawia bardziej jej aktywność społeczna, do innych jej eucharystyczna pobożność albo jej mistyka” – mówi ks. Maasburg.
Austriacki kapłan uważa, że jeszcze nie dotarliśmy do głębi jej osobowości. Wyraził przekonanie, że bł. Matka Teresa będzie kiedyś ogłoszona Doktorem Kościoła. Przypomniał, że zostawiła ona po sobie ponad 5,4 tys. różnych tekstów m.in. do rodzin, dzieci, teologów, zakonnic i zakonników, które zazwyczaj pisała podczas swoich licznych podróży.
Na pojawiające się niekiedy zarzuty o jej ustępliwość wobec skorumpowanych i dyktatorskich systemów, ks. Maasburg podkreśla, że była zakonnicą, a nie politykiem. „W pierwszej linii widziała człowieka, a nie jego funkcję. Każdego traktowała osobiście i każdemu próbowała pomóc nawiązać kontakt z Chrystusem” - zaznacza duchowny.
Zwraca uwagę, że powstanie Domu Niepokalanego Serca Nirmal Hriday jest związane z osobistym spotkaniem Matki Teresy z umierającymi na ulicy. „Dom nie miał być zastępczym szpitalem, ale domem przeznaczonym tylko dla tych, którzy nikogo i nic nie mieli, dla najbiedniejszych z biednych. Sensem pracy w tym domu było podkreślanie godności każdego człowieka, również tego najbiedniejszego z biednych. Dokładnie to czynią siostry do dzisiaj” - mówi ks. Maasburg.
Przyznaje, że Matka Teresa cierpiała nie tylko fizycznie, ale również duchowo. - Doświadczała wielu cierpień duchowych, ponieważ widziała tak dużo egoistycznych interesów oraz ludzką słabość, również w Kościele. Nie była jednak nigdy agresywna. Do swoich sióstr mawiała: „Sposób, w jaki spoglądasz na ludzi, sposób, w jaki się do ludzi uśmiechasz, sposób, w jaki ich dotykasz, pokazuje im, czy ich kochasz. Nie ma większej siły, jak siła czułości” – zaznacza ks. Maasburg.
Przypomina, że na pytania o sens cierpienia Matka Teresa odpowiadała, że nie zastanawia się na tym, tylko widząc je, próbuje pomóc. „Akademicka, pozostająca tylko teorią, teologia jej nie interesowała. To co u niej było wyraziste, to była kontemplacyjna refleksja oraz miłość bliźniego” – kończy rozmowę bliski współpracownik bł. Matki Teresy.
Ks. Maasburg był zaangażowany w proces beatyfikacyjny Matki Teresy. W latach 1985-1991 towarzyszył jej jako ksiądz, doradca i tłumacz. Był z nią wśród najbiedniejszych, jak i podczas wizyt oficjalnych. W tym roku wydał książkę o Matce Teresie „Matka Teresa – cudowne historie”.
Głębia osobowości Matki Teresy
Bł. Matka Teresa będzie kiedyś ogłoszona Doktorem Kościoła – uważa ks. Leo Maasburg, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Austrii. „Nie dotarliśmy...
więcej
mniej
Nieważne ile - ważne jak kochali..
ka. Maciej Kubiak, Biblioteka Kaznodziejska, 31.05.2011
Nieważne ile - ważne jak kochaliśmy!
Chrystus zachęca nas, jako swoich uczniów, do miłowania nieprzyjaciół. Miłość nieprzyjaciół to droga do doskonałości i równocześnie najprostszy sposób na budowanie naszej komunii z Bogiem, który jest miłością. Przez miłość jednoczymy się z Chrystusem, przez miłość stajemy się prawdziwie Jego uczniami, podobnymi do Niego.
W listopadzie 2010 roku przebywał w Polsce ks. Leo Maasburg, autor książki Matka Teresa. Cudowne historie (Wydawnictwo Święty Wojciech 2010), który przez wiele lat towarzyszył Matce Teresie w Indiach, w Rzymie oraz podczas jej licznych podróży. Podczas spotkań z czytelnikami oraz w rozmowach z dziennikarzami ks. Leo Maasburg opowiadał niezwykłe historie życia Matki Teresy, z których większość opisał w swojej książce oraz przytaczał jej krótkie ale niezwykle celne wypowiedzi. „Nie wiem, jak będzie w niebie – mówiła kiedyś – ale jestem przekonana, że gdy umrzemy i przyjdzie na nas czas sądu, Bóg nie będzie pytał nas o to, ile dobrych uczynków w naszym życiu dokonaliśmy, lecz o to, z jaką miłością je podejmowaliśmy” (Leo Maasburg, Matka Teresa. Cudowne historie, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2010, s. 211).
Chrystus zachęca nas, jako swoich uczniów, do miłowania nieprzyjaciół. Miłość nieprzyjaciół to droga do doskonałości i równocześnie najprostszy sposób na budowanie naszej komunii z Bogiem, który jest miłością. Przez miłość jednoczymy się z Chrystusem, przez miłość stajemy się prawdziwie Jego uczniami, podobnymi do Niego. Chiara Lubich powiedziała kiedyś: „Podobnie jak jedna hostia spośród miliardów hostii wystarczy, żeby na świecie «pożywić» się Bogiem, tak wystarczy jeden brat – ten, którego wola Boża postawi u naszego boku – żeby nas z całą ludzkością, z mistycznym Jezusem zjednoczyć”. Miłość jest więc najprostszą drogą do zjednoczenia, do komunii człowieka z Bogiem. „Świętość to nic innego, jak Jezus, który żyje w Tobie” – mawiała Matka Teresa z Kalkuty (Leo Maasburg, tamże, s. 71). O jaką miłość tutaj chodzi? Na czym ta miłość ma polegać?
Ksiądz Remigiusz Popowski w „Nowym Testamencie dla moderatorów” pisze, że w zdaniu „miłujcie waszych nieprzyjaciół” jest użyte greckie słowo agape, a więc chodzi tu o miłość, która przejawia się nie w uczuciach, ale w czynach. To miłość działająca na korzyść drugiego bez oczekiwania wzajemności. Jednym z wyrazów takiej miłości jest modlitwa za tych, którzy nas dręczą. Stąd wezwanie: „módlcie się za tych, którzy was prześladują”.
Ilustracją takiej postawy może być doświadczenie wietnamskiego kardynała Nguyęn van Thuân’a. Podczas rekolekcji wygłoszonych w Watykanie w 2000 roku, w nauce zatytułowanej „Sztuka kochania” mówił on o cechach miłości, której nauczał i której przykład zostawił nam Jezus Chrystus. Jako jedną z cech kardynał Nguyęn van Thuân podał zdolność kochania swoich wrogów. Przytoczył swoją rozmowę z jednym ze strażników więziennych, który zapytał go, czy rzeczywiście nie będzie się na nim mścił, gdy wyjdzie z więzienia. Kardynał zapewnił strażnika, że nawet, gdyby ten go zabił, darzyłby go miłością, bo Jezus tak nauczał. „Gdybym tak nie postępował, byłbym niegodny nazywać siebie chrześcijaninem!”. Głęboko zamyślony strażnik powiedział: „To jest naprawdę bardzo piękne, ale trudne do pojęcia”.
Nasz Mistrz, Chrystus chce, abyśmy byli doskonali, a doskonałość – w rozumieniu biblijnym – oznacza realizację tego, do czego Bóg stworzył człowieka. A zatem jako dzieci Boże mamy swoim życiem odzwierciedlać naturę Boga – tą naturą jest miłość. Chrystus rozwija myśl Starego Testamentu, który nigdzie nie wzywa do nienawiści wobec nieprzyjaciół (mogła to raczej być błędna interpretacja jakiegoś prawnego przepisu). Zabieranie płaszcza było zabronione przez Prawo (płaszcz służył jako przykrycie w nocy podczas snu). Pan Jezus chce, aby Jego uczniowie czynili więcej niż to, co nakazuje prawo. W Księdze kapłańskiej czytamy: Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata […]. Będziesz kochał bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19, 17-18). Jeżeli rzeczywiście – jak pisze święty Paweł w Liście do Koryntian – jesteśmy Chrystusa i do Niego należymy, jeżeli jesteśmy świątynią Boga i Duch Boży mieszka w nas, nie możemy sprzeniewierzyć się tej zasadzie.
Na koniec chciałbym jeszcze raz powrócić do doświadczeń ks. Leo Maasburga, związanych z osobą Matki Teresy z Kalkuty. We wspomnianej książce tak pisze, że przynależność do Jezusa to „konkretne i bezkompromisowe oddawanie się działającemu w tym świecie Bogu, pozwalania na to, aby posługiwał się On nami w swych zamiarach […]. Jeżeli będziemy powierzać się w tym Jemu i Jego prowadzeniu, możemy dokonać wielu rzeczy – a przynajmniej tego, że nie «spartaczymy» Bożego dzieła”. W 1986 roku, podczas nagrania wywiadu dla telewizji ORF zapytała księdza Leo Maasburga: „Ojcze, dlaczego jesteś taki zdenerwowany? Czy nasze życie nie należy w całości do Boga? – Tak, oczywiście – odparł ks Leo nieco zawstydzony. – A więc musimy tylko pozwolić Mu działać – powiedziała Matka Teresa i po krótkiej przerwie dodała: – Jedyne, co musimy zrobić, to modlić się o to, by nie spartaczyć Bożego dzieła! To Jego dzieło” (Leo Maasburg, tamże, s. 71-72). Miłujmy się więc wzajemnie, a na pewno nie spartaczymy Bożego dzieła!
Nieważne ile - ważne jak kochaliśmy!
Chrystus zachęca nas, jako swoich uczniów, do miłowania nieprzyjaciół. Miłość nieprzyjaciół to droga do doskonałości i równocześnie...
więcej
mniej
Spis treści
Przedmowa
Co ona by chciała? / 7
Rozdział I
Miłość od drugiego wejrzenia / 11
Rozdział II
W Watykanie / 19
Rozdział III
Jak się zamawia świętego / 29
Rozdział IV
Drugie powołanie / 35
Rozdział V
Biedni to wspaniali ludzie / 43
Rozdział VI
„Branża” Matki Teresy / 55
Rozdzia³ VII
Opowiedz im o Jezusie! / 65
Rozdział VIII
Robić małe rzeczy z wielką miłością / 73
Rozdział IX
Wśród najbiedniejszych z biednych / 85
RozdziałX
Życie kontemplacyjne w świecie / 91
Rozdział XI
Rozbrajający urok / 99
Rozdział XII
Jak się chwyta byka za rogi / 111
Rozdział XIII
Dusze w potrzebie / 119
Rozdział XIV
W imperium zła / 125
Rozdział XV
Radzieckie Boże Narodzenie / 141
Rozdział XVI
Przygody w Armenii / 149
Rozdział XVII
Wśród pielgrzymów, prostytutek i polityków / 163
Rozdział XVIII
Wśród hindusów i muzułmanów / 171
Rozdział XIX
Głos tych, których pozbawiono głosu / 181
Rozdział XX
To Jego dzieło! / 191
Rozdział XXI
Cierpienie i śmierć / 201
Rozdział XXII
W rozkwicie świętości / 209
Rozdział XXIII
Matka Teresa wciąż obecna! / 219
Podziękowania autora / 226 Polecamy również
|
|
|||||||||||||||||||||

drukuj